- W Guadalupe byłaś sama.

an43
jedna łazienka z pociętymi gazetami zamiast papieru toaletowego i z
zastanawiać.
klinikach.
znalazł i Milla zamrugała oślepiona światłem z wiszącej pod sufitem
- Mam ją powstrzymać, jeśli będzie próbowała? Mac wyszczerzył zęby i mocno się zaciągnął. - Jeżeli będzie chciała, to nikt jej nie powstrzyma. Ale miała poważny wpadek. Nie jest głupia. Poczeka. Źrebak, jakby wyczuwając, że jest obiektem zainteresowania, pogalopował na sam koniec wybiegu. Wzbił kopytami tuman kurzu i stanął dęba, wierzgając w powietrzu przednimi nogami. Mac zmrużył oczy. - To wcielony diabeł. - Poradzę sobie. - Dobrze. Mac powiedział to bez większego przekonania. Brig postanowił udowodnić mu, że się myli. Dorastał wśród koni na ranczu wuja Luke’a. Tam nauczył się fachu, ale wuj musiał sprzedać interes. Od tamtej pory Brig imał się różnych zajęć. Zawsze kończyło się tym, że tracił pracę. Nie dlatego, że źle wykonywał robotę, ale dlatego, że nie potrafił panować nad sobą i rozwiązywał problemy za pomocą pięści. Najgorzej było ostatnio u Jeffersona, zaledwie dwa tygodnie temu. Wyleciał z pracy ze złamanym nosem i pokaleczoną ręką. Jakiś facet nazwał go synem taniej indiańskiej dziwki i chciał go uderzyć. Chłopak uniknął ciosu i porządnie draniowi wlał. Złamał mu dwa żebra. Nie wniesiono oskarżenia przeciwko Brigowi, bo bijatykę widziało wielu robotników, którzy mogli zaświadczyć, że był niewinny. - Dobra, to wszystko. - Mac zgasił papierosa czubkiem starego kowbojskiego buta i wyciągnął zza drzwi stajni łopatę. - Dzisiaj możesz zacząć od sprzątnięcia stajni. - Mac łypnął złośliwie na Briga i rzucił mu łopatę. Ten chwycił ją w locie. - Dopóki będziesz robił, co ci każę, wszystko będzie w porządku. Ale jeśli dowiem się, że mnie oszukałeś, jesteś zwolniony. Brig odwrócił się, żeby wejść do stajni, ale drogę zagrodził mu chłopak niemal w tym samym wieku, co on. Był wysoki i umięśniony. Błękitne oczy patrzyły podejrzliwie na Maca. - To jest Willie. Pomoże ci. Brig wiedział, kto to jest Willie Ventura. Półgłówek z miasteczka. Chłopak opóźniony w rozwoju, którego Rex Buchanan wziął do siebie i dał pracę. Willie nie wyróżniał się wyglądem, ale zawsze był rozczochrany, chodził w brudnej koszuli i zwykle miał otwarte usta. Włóczył się po mieście, pił oranżadę w Burger Shed albo grał w bilard u Burleya, w miejscowej knajpie ze striptizem. - Willie, od tej chwili będziesz pracował z Brigiem. Wargi Williego nieznacznie drgnęły. Zmarszczył brwi. Widać było, że jest zmartwiony. - Kłopoty. - Szybko podszedł do Briga, ale unikał jego wzroku. - Nie, on teraz tu pracuje. To polecenie szefa. Willie nie wyglądał na uszczęśliwionego. Przy jego grubych wargach utworzyła się zmarszczka. - Wielkie kłopoty. Mac potarł brodę i ponownie spojrzał na Briga. - No, cóż, nic nie mogę na to poradzić. Cassidy bolało ramię, ale nie miała zamiaru się poddać. Połknęła dwie aspiryny, popiła je wodą i wybiegła z łazienki. Głośno tupiąc, zeszła tylnymi schodami i szybko opuściła dom przez szklane drzwi, żeby matka nie zdążyła jej zatrzymać. Zbiegała ze wzgórza ku stajniom, nie zważając na to, że jest szaro, prawie ciemno. Nie miało dla niej znaczenia, czy jest dzień czy noc. Chciała niesfornego konia nauczyć porządku. Na czole miała kropelki potu, bo w powietrzu, niczym klątwa, nadal wisiał popołudniowy upał. Nawet wiatr nie przynosił ulgi. Temperatura sięgała prawie czterdziestu stopni. Od gorąca zaczęły więdnąć róże, mimo że spryskiwacze nie żałowały wody suchym krzewom. Przy kranach zbierały się spragnione ptaki. Weszła do stajni. Nie zapalała światła, bo było jeszcze w miarę widno. Poza tym nie chciała, żeby matka wiedziała, że jest tutaj. Dena Buchanan wściekłaby się, że Cassidy zlekceważyła jej zakaz. Kolejny raz. Cassidy wiedziała, że Dena wolałaby, żeby jej córka była bardziej podobna do Angie, swojej przyrodniej siostry. Pięknej Angeli, za którą szaleją chłopcy. Która dba o figurę i szczotkuje długie czarne włosy aż będą lśniące. Nosi ciuchy z najlepszych sklepów w Portland, Seattle i San Francisco, gdzie czasami pracuje jako modelka. Angie Buchanan, z cerą bez skazy, wystającymi kośćmi policzkowymi, wydatnymi ustami i oczami błękitnymi jak niebo w lecie, była bez wątpienia najpiękniejszą dziewczyną w całym Prosperity. Mężczyźni za nią szaleli, a ona bezlitośnie ich zwodziła. Uwielbiała gdy ją adorowali, pożądali i odchodzili z kwitkiem. Wyglądało na to, że nawet Derrick jest oczarowany siostrą. To przyprawiało Cassidy o mdłości. Ściągnęła uprząż z haka w kantorku z narzędziami i poszła do boksu Remmingtona. W półmroku dostrzegła iskierki w jego jasnych oczach. Ten koń lubi wyzwania. Ona też. - Dobra, ty żałosny stary głupku - powiedziała najbardziej przymilnym tonem, na jaki ją było stać. - Czas, żebyś się czegoś nauczył. Wślizgnęła się przez bramkę do boksu. Źrebak wierzgnął nogą i prychnął. Jego oczy błyszczały w ciemności.
zgubiła się podczas rodzinnego wyjazdu na kemping. Palące
miasteczku jest jakiś przyzwoity motel.
- Jeśli chcesz przyjaciółki, to masz ją we mnie. Jak można żyć
wiedziała, czego wymagać od niej będzie kolejna sprawa. Nie
- Pewnie byliby trochę zdenerwowani, gdyby mnie złapali.
Milli stawał targ w Chihuahua, a w uszach słyszała płacz swojego
otworzyła drzwi.
226

że przecież mało kto zdoła uniknąć bólu, a śmierci nie ujdzie

Zdawała sobie sprawę z tego, że True może spełnić jej prośbę w
roweru ani akwarium. Rybki długo by nie przetrwały, za rzadko
*

pewnymi ludźmi, trzeba być gotowym na wszystko. Wybrała numer

- 5 -
- Ja też - odpowiedziała szczerze. Od ostatniego pocałunku już
Moja świetna orientacja w tej materii pozwala mi stwierdzić

i kryjąc, za plecami przechodniów; kobieta będzie wypatrywać

go w Matamoros. Pracuje jako rybak, akurat był na zatoce. Powinien
174
kwestiach finansów, i jej ostrożność bardzo się opłaciła. Ich dom był